Aktualności

21Październik

Blog Witolda Bardzińskiego – Czym transportować ładunki – samochodami czy wagonami? O najnowszym przejeździe kolejowym. A też trochę o RINF-e.

Dodane 21 października 2018 przez Witold Bardziński

Dzień dobry, Szanownemu Państwu. Wreszcie byłem w Rzeszowie. Pooglądałem najnowszy przejazd kolejowy, zastanawialiśmy się czym wozić węgiel – autami czy wagonami, a też wspólnie zasiedliśmy przed komputerem aby spełnić kolejny obowiązek – zarejestrować naszą bocznicę w RINF-ie.

30Wrzesień

Blog Witolda Bardzińskiego – Przyjaciele z Urzędu Transportu Kolejowego obchodzą 15 lecie powołania.

Dodane 30 września 2018 przez Witold Bardziński

Ale „bardziński” lizus!!! Przyjaciele z UTK!!! No ładnie!!! Szanowni Państwo! Używam tego słowa dziś  po raz pierwszy, poniżej postaram się udowodnić, że UTK dziś zasługuje na bycie Przyjacielem Kolejarzy.

W rękach trzymam Zaproszenie Prezesa Urzędu Transportu Kolejowego na uroczystą Galę z okazji 15‑lecia Urzędu Transportu Kolejowego połączoną z wręczeniem nagród w III edycji konkursu „Kultura bezpieczeństwa w transporcie kolejowym”, czym sobie zasłużyłem na to wyróżnienie? Otóż moja firma należy do grona firm, które są zaangażowane w programie „Kultura bezpieczeństwa w transporcie kolejowym” i zanim napiszę parę słów o tym programie to tylko wspomnę, że każda firma może do tego programu dołączyć i osobiście zachęcam Państwa, żeby każda z naszych bocznic była uczestnikiem tego bardzo wartościowego wyróżnienia a zarazem dużego zobowiązania. Stąd też będzie możliwość raz w roku spotkania na takich dużych uroczystościach, gdzie wyróżnia się między innymi firmy czy osoby, które przyczyniły się bądź przyczyniają do wnoszenia w naszą codzienną działalność – Kulturę bezpieczeństwa. Ja proszę o usprawiedliwienie mojej nieobecności nie tylko z tego względu, że mam ważne sprawy związane właśnie z bezpieczeństwem na bocznicach kolejowych, ale też doszedłem do wniosku, że trochę nieładnie by było pojechać po tym artykule do Warszawy i być pokazywany palcem, czy w jakiś sposób wyróżniany, że nazwałem UTK – Przyjacielem. A jak było, przed 15 latami?

Moja firma istnieje od roku 1986 to tylko moja najbliższa Rodzina wie ile przeżyłem sytuacji stresowych i ile straciłem nerwów na „torach” kolejowych. Pamiętam jak na początku lat 90 – tych,  jeszcze za czasów Głównego Inspektoratu Kolejnictwa na jednej z bocznic na których wykonywałem prace gdzie doszło do wykolejenia lokomotywy. Oczywiście zaraz była moja wina! Pomimo tego, że wiadomo było (po śladach wykolejenia), że zawalili kolejarze z wtedy jeszcze jednej nierozdzielonej firmy „Narodowej”. Miałbym poważne problemy gdyby nie właśnie Inspektor z GIK. Ponieważ wykoleiła się lokomotywa „Narodowa” Pan Inspektor mógł uczestniczyć w postępowaniu wyjaśniającym. Pan Inspektor Tadeusz (nazwiska nie podam bo ten Pan jeszcze pracuje), który przyszedł na rzeczony rozjazd i powiedział, że kolejarz „Narodowy” jest winien! Koniec kropka.

A jak to wtedy, tak z 20 lat temu wyglądało na bocznicach które były też pod „opieką Narodową”. Niektórzy z Państwa niewiedzą a niektórzy może nie pamiętają, ale dawniej raz w roku a czasami częściej na bocznicach pojawiały się komisje kolejowe. Na bocznice przychodziło kilku kolejarzy tych „Narodowych” od spraw ruchu, infrastruktury czasami kilku – jedni mierzyli inni oceniali stan infrastruktury, inni od spraw SRK i „grirowali” potem protokół. Bardzo często w nawiązaniu dla dobrych kontaktów i zrozumienia „braci kolejarskiej” po przeglądzie był obiadek i omawianie wyników przy suto zakrapianym… dajmy sobie spokój już z tym alkoholem. A że już na początku lat 90 – tych zaczynały powstawać firmy kolejowe w formie Spółdzielni pracy (często kluby sportowe prowadziły taką działalność) czy firmy prywatne, tak że często ww. firmy miały co robić na bocznicach. Ale skąd brać materiały? Wszystko było reglamentowane? Paliwo na kartki, żarcie na kartki, wóda na kartki… podkłady nie na kartki bo ich nie było w sprzedaży, wytwórnie robiły podkłady dla kolei „Narodowej”. Jednak jak dochodziło do wypadków na bocznicach z wsparcia Inspektorów GIK nie można było korzystać. Zajmowały się tymi sprawami normalne służby zakładowe BHP i jak coś się stało to one prowadziły czynności dochodzeniowe i całe postępowanie. Ta sytuacja trwała bardzo długo nie zmienił nawet od razu tego powołany w roku 2003 Urząd Transportu Kolejowego, który miał właśnie na „dzień dobry” bardzo wiele innych problemów, bo naszą „Narodową” kolej postanowiono podzielić na wiele spółek, a też pozwolono firmom prywatnym pełnić rolę Przewoźnika czy posiadać własną linię kolejową.

Ogrom pracy i niezadowolenia! Nasze bocznice zostały tak samo potraktowane jak Zarządcy linii kolejowych np. PKP PLK, na wszystko musieliśmy mieć wydane na naszą bocznicę indywidualnie: Świadectwa typu, budowli, urządzeń – np. szyna kolejowa na typ S49 oprócz wykonania dokumentacji trzeba było zapłacić za rozpatrzenie wniosku – 800 zł! A jak mieliśmy jeszcze typ S42 czy typ „8” mamy już 2 400 do tego doszło kilka typów rozjazdów, różnego typu kozły oporowe, przejazdy, wykolejnice itd., i naraz koszt ten wynosił 20 000 zł. Nasze Przepisy, Instrukcje nie były tak mocno obciążone finansowo (opłata w znaczkach skarbowych) ale zatwierdzał te przepisy również Prezes UTK oczywiście jeszcze sprawdzano szczegółowo Regulamin pracy bocznicy. Stąd nie tylko pieniądze ale czas!!! Wydanie świadectwa bezpieczeństwa bocznicy trwało przeważnie około roku a nawet dłużej. Ludzie przeklinali to wszystko i zgadzam się, że nie był to czas kiedy UTK moglibyśmy określić jakimś dobrym słowem. Potrzeba było właśnie wielu lat, a przede wszystkim wsłuchania się w głos płynący z tych właśnie „oddolnych” środowisk. Kilka lat wcześniej licząc od dzisiaj, nastąpiły bardzo duże zmiany  i nastąpiła reorganizacja w UTK. Zwolniono, może złe słowo, bo ci pracownicy poodchodzili na emerytury czy znaleźli pracę w innych firmach – fachowcy kolejowi, a w ich miejsce ale już w o wiele mniejszej ilości zatrudniono pracowników z wykształceniem – prawnym. Nagle nie było kogo „zapytać” o sprawy techniczne czy sprawy ruchu kolejowego, wnioski były odrzucane bo nie były podpisane przez osoby do tego uprawnione, a sprawy świadectw typu budowli czy Przepisów zostawały odsuwane z kompetencji Prezesa UTK i ustawowo obowiązki te zaczęły przejmować bezpośrednio bocznice kolejowe. Już nie musieliśmy ponosić kosztów za wydanie Świadectw typu budowli wystarczyło wskazać w naszym wniosku, że eksploatujemy takie, a takie rodzaje budowli np. szyna typu S49 i ta szyna ma już wydane świadectwo typu, wpisujemy numer tego świadectwa do wniosku i fertig. To samo zrobiono z Przepisami – niech przepisy nadal opracowuje sobie każda bocznica, lub kupi sobie licencję u Zarządcy linii kolejowej lub Przewoźnika ale już ich nie zatwierdza Prezes UTK tylko, każda bocznica – jej Prezes sam sobie zatwierdza i uwaga teraz najważniejsze – też za nie odpowiada!!! Każda bocznica odpowiada teraz sama za wszystko, już nie możemy powiedzieć, że Prezes UTK podpisał i mamy spokój. Nie, za wszystko na naszej bocznicy odpowiadamy my sami jako użytkownicy bocznicy kolejowej, a Prezes UTK? To właśnie ta zmiana, Prawnicy UTK sprawdzą czy wszystkie oświadczenia, wykazy, wnioski podpisane przez właśnie „naszego” Prezesa, że jak cokolwiek się stanie na naszej bocznicy i gdy ktoś zapuka do drzwi naszego Prezesa, pokaże dokument i powie: Panie Prezesie to Pan wg. wszystkich złożonych oświadczeń reprezentuje użytkownika bocznicy. Wydał Pan takie Przepisy, że oględzin rozjazdów dokonuje się raz na kwartał… jak by Pan miał w swoich Przepisach informację, że raz w tygodniu to byśmy się dzisiaj nie spotykali bo nie doszłoby do wykolejenia na rozjeździe bo pękła szyna… itd., itp. Stąd w UTK znaleźli się Prawnicy, a podziękowano za pracę Fachowcom od kolei. Czy za to nazwałem UTK – Przyjacielem?

Nie za to Szanowni Państwo! Za to byłem wściekły jak chyba również duża część braci kolejarskiej. Dopiero dzisiaj do tego dojrzałem! Że takie zmiany miały sens i już nasi Prezesi, wiedzą, że to Oni odpowiadają za swoje bocznice i to Oni muszą dbać o to żeby było na nich bezpiecznie! A Urząd Transportu Kolejowego? Potrzebny jest do tego jak było ostatnio, chcą zlikwidować bocznicę bo poszerzają drogę i „najlepiej” zlikwidować przeszkodę którą jest tor i przejazd kolejowy prowadzący na bocznicę, przecież nikt nie będzie zatrzymywał ruchu na szerokopasmowej ulicy jak również wprowadzał rogatek (chociaż w Rzeszowie można), o wiaduktach nie wspominając, bo – nie ma pieniędzy! Ludzie jak Wy myślicie. Mamy XXI wiek, kasę na proekologiczną kolej z Unii Europejskiej, a Wy najlepiej „włodarze miast” – zlikwidować tor! Bo, nie ma pieniędzy!

Ciągle trwają rozmowy z Urzędem Transportu Kolejowego – Pracownicy i też Prawnicy z UTK podchodzą do problemu „naszej” bocznicy z pełnym zrozumieniem, że nie można zostawić nawet tak małej bocznicy na pastwę transportu samochodowego! Już nie można na tą bocznicę wjechać samochodami ciężarowymi, tylko wjazd za specjalnym zezwoleniem to jeszcze najlepiej zlikwidować tor dojazdowy do bocznicy. Za to właśnie nazywam Urząd Transportu Kolejowego – Przyjacielem, że dba o dobro nas wszystkich. A więcej przykładów… wystarczy zerknąć… spotkania z dziećmi, Akademia UTK, przyjazny dla niepełnosprawnych i macie faktycznie problem, telefonujcie, piszcie – pomogą Wam Pracownicy UTK! Nie wierzycie Państwo? Macie problem na bocznicy, kontaktujcie się z „przyjaznym Urzędem” i przekonacie się Państwo sami, że mam rację.

Przydałoby się podsumowanie? To tak jak przed dzisiejszym meczem siatkówki o tytuł Mistrzów Świata. Były chwile i dobre i złe… a finał? Wynik będzie znany dziś wieczorem. UTK gra i będzie grał nadal i jutro i za następne 15 lat o stawkę o wiele większą jest nią nasze Życie i Nasze Bezpieczeństwo. Z tego względu w imieniu własnym i myślę, że również w Imieniu „braci kolejarskiej” życzę wszystkim Pracownikom Urzędu Transportu Kolejowego – Dużo Zdrówka.

Witold Bardziński

Ps. Jacku trzymam kciuki.

Fotki z „Galeria z pociągu” – witold bardziński

.

23Wrzesień

Blog Witolda Bardzińskiego – „WSZYSCY ŚWIĘTUJEMY STULECIE ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI”.

Dodane 23 września 2018 przez Witold Bardziński

Czy można być milionerem, w dodatku kolejarzem i służyć Naszej Niepodległej? Według mnie tak, niedawno się o tym przekonałem, czy przekonam Państwa? Zapraszam.

„WSZYSCY ŚWIĘTUJEMY STULECIE ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI” – z tym hasłem, możemy się spotkać prowadząc korespondencję z dużymi firmami reprezentującymi nasz kraj – Polskę. Mnie również cieszy to Święto bo faktycznie te zmiany są widoczne, z jednej strony bardziej np. pociągi Pendolino, zmodernizowane dworce – dworzec w Gliwicach czy np. w Działdowie… a z drugiej strony nie może mnie cieszyć np. zlikwidowana lokomotywownia w Gliwicach czy Katowicach oraz to co najbardziej przeraża strach przed utratą pracy szczególnie w wieku 50+. Za te zmiany są odpowiedzialne jednak wielkie firmy i duże zespoły ludzkie, a czy my sami indywidualnie, mamy się czym pochwalić? Chciałbym przedstawić takie skrajne osobowości chociaż wg. mnie te osoby też mają swój wkład w to Święto, a które z tych osób mają większy „wkład” to zostawiam Państwu.

Z parę lat temu oglądałem program telewizyjny w którym uczestnicząca osoba przedstawiła się jako pracownik kolei. Ponieważ w tym programie trzeba było się wykazać czymś wyjątkowym, jedni tańczyli, inni śpiewali, były też różne pokazy cyrkowe – nasz kolejarz powiedział, że w ciągu kilku minut (nie pamiętam ale chyba trzech minut) zje kilka porcji fasolki po bretońsku (też nie pamiętam dokładnie co). Nasz kolejarz dostał brawa na zachętę i jeszcze większe brawa na koniec, że udało mu się zjeść te kilka porcji w wyznaczonym czasie…

No nie wiem, czy Państwo oglądali ten program czy nie, ale ja poczułem pewnego rodzaju niesmak, nie z tytułu tego, że potrawa w telewizji była niesmaczna, ale z tego, że kolega z mojej branży tak nas przedstawił. Kolejarz – „żarłok”, choć niektórzy pamiętają jeszcze te przypuszczenia, że jak kolejarz to też musiał być – „pijak”. Ostro „bardziński” pojechał po bandzie, tak Szanowni Państwo, wiem, że to Rocznica Niepodległości i nie powinno się tak pisać! Bo zaraz padną słowa to było, a teraz to już nie. Dobrze, dobrze zgadzam się, pójdźmy na kompromis, już w takim razie nie tak bardzo. Bo w ogóle ludzie „mniej piją” w miejscach publicznych i z tych miejsc chwiejnym krokiem nie udają się już do swoich domostw. Jak już sięgają po alkohol to samotnie w domu. Nie wiadomo co lepsze czy dawniej w kompani czy teraz samotnie? Nie mnie to rozstrzygać, ale skąd wiem, że alkohol pijemy w domach? Ano z tego, że przecież sprzedaż alkoholu nie spada, tego mocnego też. To nie jest jednak temat dla „Naszej Niepodległej”, czy jest jakaś pozytywna skrajność? Jakiś kolejarz, którym możemy się pochwalić? Jest i to niejeden, wiele z tych osób staram się przybliżać w każdym blogu, jednak dzisiaj chciałbym „pochwalić” osobę, którą nie znajdziecie na fotografiach (woli pozostać osoba anonimową), a w branży kolejowej „zarobił” prawie 300 milionów za które wybudował kompleks hotelowy w Arłamowie.

Pierwsze myśli po przeczytaniu tego zdania to pytanie? Skąd miał tyle kasy? Otóż ten Pan z zawodu inżynier jest twórcą rozwiązania patentowego naszego zderzaka! Co w tym zderzaku jest takiego wartego tych wielkich pieniędzy? W samym zderzaku jest to „amortyzator sprężynowy, talerzowy zawierający zestaw sprężyn talerzowych umieszczonych w korpusie, który to korpus ma kształt tulei i zakończony jest z jednej strony wewnętrznym kołnierzem…”. W każdym bądź razie jakby to rozwiązanie przybliżyć laikom, to tak jakby mieszkać (moje wspomnienia osobiste) w odległości około 300 metrów od torów kolejowych gdzie była kiedyś górka rozrządowa (to znaczy lokomotywa pchała na górkę wagony i one poodczepiane od siebie siłą własnego ciężaru jechały na różne tory) potem było słychać pisk gdy koło wagonu zablokowane płozą hamulcową ślizgało się po szynie i potem huk uderzenia zderzaka nadjeżdżającego wagonu o zderzak stojącego wagonu. I tak było słychać nieraz całą noc, tylko człowiek przywykł od dziecka do takiego dźwięku i musiało to tak mi nie przeszkadzać skoro nawet kończąc Technikum Kolejowe w kierunku Naprawa i utrzymanie taboru kolejowego – nic nie wymyśliłem, żeby przynajmniej tego huku nie było. A Pan inżynier Antoni wymyślił, nie tylko, żeby tego huku się pozbyć ale też, żeby nie uszkadzać co chwilę tych zderzaków a nawet samych wagonów. Dzięki temu rozwiązaniu jest nie tylko ciszej i nie ma potrzeby co chwilę wymieniać zderzaków ale jest przede wszystkim bezpieczniej! No i tak jak łatwo było opracować taki zderzak, to wiadomo w życiu już nie tak łatwo. Każdy by chciał z tego Patentu skorzystać najlepiej nie dając nic w zamian. W tej materii chyba było najciężej, Pan Antoni musiał wiele razy angażować wszystkie swoje oszczędności, żeby jego rozwiązanie z wersji „papierowej” przenieść i umieścić z czterech skrajnych stron  na każdym wagonie. To trwało najdłużej. No i mógł też Pan Antoni wziąć należne jemu pieniądze kupić sobie w Kaliforni jakiś skromny domek nad plażą za 20 mln. dolarów i spokojnie zanucić tekst piosenki „California”:

„I weź tę prace odstaw

zapalmy papieroska

niech butelka nie ma końca

ze mną będzie zachód słońca

i California”…

No tak ale Pan Antoni ma swoją Californię w Arłamowie wszak pochodzi z Przeworska i Ziemię Bieszczadzką wyżej cenił jak piękno Californii. Stąd cały swój majątek zainwestował w tą miejscowość budując jeden z największych ale też jeden z najpiękniejszych hoteli w Polsce – Hotel Arłamów!!!

Ja też tam byłem…, lampkę wina wypiłem…, proszę nie myśleć, że na zaproszenie Pana Antoniego i stąd ten tekst… byłem bo pomyślałem sobie, warto pojechać i zobaczyć dzieło Pana Antoniego oraz poznać atrakcje w Hotelu. A jest ich bardzo, bardzo wiele… tutaj między innymi gościła nasza kadra Narodowa i trenowała w piłce nożnej przed Mistrzostwami Świata, bo są dwa boiska do piłki nożnej w tym jedno pełnowymiarowe, jest bardzo duże pole golfowe i małe też, stadnina koni z halą krytą, jest też hala sportowa i wiele nawet bardzo wiele innych atrakcji basen kryty i kilka jacuzzi, jak ktoś ma umówione spotkanie np. z braćmi kolei rosyjskich może sobie wynająć „banię” i do tego oczywiście za dopłatą (tego nie rozumiem) masaż witkami dębowymi, oczywiście przyniosą Wam do „bani” alkohole jakie chcecie (tu już rozumiem, że trzeba zapłacić)… i wiele, wiele innych atrakcji. Osobiście wybrałem się na przejażdżkę rowerową podczas której zobaczyłem opuszczoną wieś po której pozostał opuszczony cmentarz – to też historia Naszej Niepodległej.

Czy my też musimy być tacy jak Pan Antoni, a nie możemy być jak kolejarz bijący rekordy w jedzeniu? Nie! Absolutnie nie! Ten kolejarz też może wykonywać bardzo dobrze swoje obowiązki, kochać swoją rodzinę, szanować bliskich i być dobrym człowiekiem. Uważam, że to jest najważniejsze i właśnie w tym życzę Państwu aby się spełniać, po prostu być SZCZĘŚLIWYM a Zdrówko też przyjdzie.

Witold Bardziński

Fotki z kompleksu hotelowego Arłamów i wycieczki rowerowej – witold bardziński

.

16Wrzesień

Blog Witolda Bardzińskiego – Dzień Maszynisty.

Dodane 16 września 2018 przez Witold Bardziński

Z okazji przypadającego w dniu dzisiejszym to jest 16 września Europejskiego Dnia Maszynisty Kolejowego proszę przyjmijcie ode mnie „małego” kolejarza życzenia płynące od gorącego serca – Dużo Zdrówka.

26Sierpień

Blog Witolda Bardzińskiego – Poprawianie szerokości toru.

Dodane 26 sierpnia 2018 przez Witold Bardziński

Tak jak pisałem poprzednio ludzi do prac jest coraz mniej, a prac związanych z naprawami naszych bocznic nie ubywa. Ameryki też nie odkryję jeżeli powiem, że jeżeli tych prac związanych z naprawą bieżącą nie będziemy wykonywać, zrobi się z czasem nam z tych prac remont kapitalny. Jak tego uniknąć? Zapraszam.

19Sierpień

Blog Witolda Bardzińskiego – Wiercenie otworów w podkładach.

Dodane 19 sierpnia 2018 przez Witold Bardziński

 

No dobra kończą się powoli wakacje, czas pomyśleć o robocie. Chociaż tak już chyba jest, że w robocie myślimy o wakacjach, a podczas wakacji myślimy o robocie. Tak prawdopodobnie jesteśmy skonstruowani. Bo są i tacy co myślą, że mogą żyć tak jak to opisał w swojej książce Wojciech Kałużyński – „Niebieski ptaki PRL-u”, ale to już zupełnie inna historia.